czwartek, 10 sierpnia 2017

Street Food w Poznaniu: FryDay

Jeśli jesteście akurat w centrum Poznania i macie ochotę na absolutnie fantastyczne frytki 
to zapraszamy do wizyty na ulicę Wrocławską. Znajdziecie tam niezwykłe miejsce z 
tradycyjnymi frytkami lub ich alternatywą z fenomalnymi dodatkami. Każdy znajdzie tam coś pysznego dla siebie ;) 
Jaga

 


Adres: ul. Wrocławska 2 Poznań
Godziny otwarcia: Poniedziałek – zamknięte
Wt, Śr, Czw 13:00 – 23:00
Pt, Sb 14:00 – 2:00
Niedziela: 13:00 – 20:00

FraDay znajdziecie niedaleko Starego Rynku na jednej z popularniejszych ulic Poznania. Miejsce to oferuje tradycyjne frytki z ziemniaka, które smakują fenomenalnie (wierzcie mi po takich frytkach już nawet nie spojrzycie na frytki z maca). Jednakże nie to nas urzekło w tym miejscu, wszak lokali z dobrymi frytkami jest w Poznaniu więcej niż kilka. Niezwykła jest opcja serwowania ich z rozmaitymi dodatkami i sosami. Możecie wybrać opcje chociażby z chrupiącymi salami serem i szczypiorkiem – naprawdę chrupiące salami. Frytki z chili con carne z serem i szczypiorkiem, które wbrew pozorom jest niezbyt ostre, moje dzieci zawsze wybierają właśnie tą pozycje z menu (mimo że wybierają kukurydzę ;)) lub z pulled porkiem (to osobiście mój faworyt choć opcja ta jest dość ostra ostrzegam). Oprócz tego macie jeszcze szereg możliwości, gdyż oprócz innych fajnych dodatków możecie wybrać jeszcze dodatkowo sos z ich bogatej gamy, macie do wyboru między innymi tradycyjny majonez i ketchup, ale też nieco bardziej egzotycznie salsa mango, pepper jam, boczkowy, czy sweet chili mayo.


Frytki z chrupiącą salami, serem i szczypiorkiem




Frytki z chili con carne i serem (bez szczypiorku bo ktoś nie lubi zielonego ;))


Frytki z pulled pork, ser i szczypiorek (mój osobisty faworyt!)


Koszt porcji: 7zł mała porcja, 9 zł duża, frytki z dodatkami 12 - 13 zł, sosy: ketchup, majonez darmowy, pozostałe 1-3 zł, dodatki 1- 2,50zł

Reasumując: Jeśli jesteście w pobliżu Starego Rynku i macie ochotę coś przekąsić za niewielkie pieniądze wpadajcie do FryDay :) wybierzcie opcje z fajnymi dodatkami i cieszcie się nietypową i niezwykłą porcją frytek.



 

Post nie powstał przy współpracy z lokalem. Powyższy wpis jest efektem naszej samodzielnej subiektywnej oceny.


wtorek, 8 sierpnia 2017

Naleśniki z serem ricotta, szpinakiem i wędzonym łososiem z sosem beszamelowym

Przepis na to danie zobaczyłam na filmiku, który wyskoczył mi na facebooku. Wówczas pomysł na połączenie ricotty, szpinaku i wędzonego łososia wraz z sosem beszamelowym wydał mi się dość intrygujący. Zapomniałam o nim na jakiś czas, aż natrafiłam na promocyjną cenę wędzonego łososia (który jak wiadomo do tanich nie należy niestety L) Przepis postanowiłam wypróbować i zobaczyć efekty. Wyszło bardzo smacznie.



Czas przygotowania: 30 minut + czas pieczenia
Ilość porcji: 5-6
Składniki:
Na naleśniki:*
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej (można dodać drugą szklankę mąki pszennej)
  • 2 szklanki mleka
  • 1 łyżka oleju słonecznikowego
  • Jajko
  • Szczypta soli
  • Margaryna lub olej (do smażenia)

*Z tej ilości otrzymałyśmy 5 dużych naleśników

Na farsz:
  • 250g ricotty (zazwyczaj 1 opakowanie)
  • 250g świeżego szpinaku (1 opakowanie jeśli kupujemy w folii)
  • 150g wędzonego łososia (1 ½ opakowania)
  • 5 suszonych pomidorów

Na sos beszamelowy:
  • Szklanka mleka
  • 2 płaskie łyżki mąki pszennej pełnoziarnistej
  • Łyżka masła
  • Przyprawy: liść laurowy, gałka muszkatołowa,


W misce miksera umieszczamy wszystkie składniki na naleśniki i wyrabiamy robotem kuchennym jednolite ciasto. Jeśli będzie zbyt płynne dosypujemy mąki, jeśli zbyt gęste dolewamy mleka. Naleśniki smażymy na rozgrzanej patelni z odrobiną tłuszczu. W między czasie rozgrzewamy drugą patelnię. Dodajemy na nią nieco oleju ze słoika z suszonymi pomidorami (lub oleju słonecznikowego jeśli suszone pomidory nie są z oleju). Dodajemy pokrojone w kostkę suszone pomidory.  Szpinak myjemy i wrzucamy na patelnie, podsmażamy aż zwiędnie. Na usmażonych naleśnikach układamy w paski (tak jak na zdjęciach) szpinak, ricotte i wędzonego łososia. Naleśniki zwijamy wzdłuż ułożonych produktów, a następnie tniemy po skosie na trzy kawałki. Układamy je w naczyniu do zapiekania. Robimy tak, aż zużyjemy składniki.
W garnuszku rozpuszczamy masło i dorzucamy mąkę. Mieszamy, aż do powstania zasmażki. Dolewamy ciepłe mleko, dorzucamy liść laurowy i doprawiamy gałką. Podgrzewamy, cały czas mieszając, aż powstanie gęsty sos. Uważamy by nie powstały grudki. Powstałym sosem polewamy naleśniki. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego na 180 stopni na 15 minut. Podajemy z lekką sałatką, smacznego.









środa, 2 sierpnia 2017

Kanapeczki z serem camembert i konfiturą wiśniową

Latem chętnie zamieniamy nasze cztery ściany na plener. Z wielką chęcią wychodzimy odpoczywać w promieniach słońca lub wręcz przeciwnie aktywnie spędzać czas na świeżym powietrzu. Pikniki, grille, ogniska to stały element tych słonecznych dni, za którymi tęsknimy w zimowe wieczory. Mamy dla Was propozycje na przekąski podczas takich właśnie wypadów za miasto. Pyszne, delikatnie kanapeczki z serem camembert i konfiturą wiśniową, do tego możemy dodać melona owiniętego szynką. Szybkie i smaczne w przygotowaniu. Do takich przystanek, jak i letnich wypadów doskonale będzie się komponować wino Mionetto Prosecco produkowane przez HENKELL & CO. VINPOL Polska Sp. z o.o. Jest to włoskie delikatne wino musujące z regionu Treviso. Mionetto jest wytwarzane z białej odmiany winogron glera z wyczuwanalną nutą miodu, dojrzałego jabłka oraz białej brzoskwini. Idealnie chłodzi i orzeźwia w skwarne dni zostawiając delikatny owocowy posmak. 


Czas przygotowania: 10 minut
Ilość porcji: 2
Składniki:
  • Bagietka (jedna duża)
  • kawałek masła ok. 30g
  • Krążek sera camembert
  • Konfitura wiśniowa
  • Koperek (2-3 gałązki)
Dodatkowo:
  • Melon (1/2 jakie wielkości)
  • Szynka parmeńska lub serrano
Bagietkę ukośnie kroimy na plastry. Kromeczki smarujemy masłem, nakładamy kawałek sera i łyżeczkę konfitury wiśniowej, przyozdabiamy koperkiem. Melon kroimy w paski i owijamy szynką. Smacznego.






Post powstał przy współpracy z producentem HENKELL & CO. VINPOL Polska Sp. z o.o.

niedziela, 30 lipca 2017

Pizza z pesto, ziemniakami i cebulą

 Podczas warsztatów na SeeBloggers szef Maciej Majewski z kuchni Careefour zachęcał nas do odkrywania nowych smaków, zabawy podczas gotowani, poszukiwania nowych produktów. Po powrocie do domu z jeszcze większym zapałem zabrałyśmy się do gotowania i odkrywania nowych aromatów, połączeń smakowych i wychodzenia poza konwenanse. W ten sposób powstała dość nietypowa pizza :) Zawiera ona fuzja francuskiego pesto z typowo polskimi elementami takimi jak ziemniaki, czy boczek.

Ilość porcji: 4
Czas przygotowania: 15 minut + czas na rośnięcię + 12-14 minut pieczenia
Składniki (na dwie okrągłe pizze):
Na ciasto:
  • 170ml ciepłej wody
  • 150g mąki pszennej
  • 150g maki pszennej pełnoziarnistej*
  • 15-20g świeżych drożdży
  • 2 łyżki oliwy
  • Szczypta soli

Na farsz:
  • 300g sera mozzarella
  • 6 łyżek pesto prowansalskiego (szczególnie polecamy oryginalne francuskie pesto z serii Reflets de France, które możecie kupić w Carrefour)
  • 4 plasterki boczku
  • 3 małe ugotowane ziemniaki
  • 1 cebula

*jeśli nie macie mąki pełnoziarnistej można dać 300g zwykłej mąki pszennej

Do miski miksera przesiewamy mąkę oraz dodajemy sól i oliwę. W niecałej szklance ciepłej wody rozpuszczamy drożdże i dolewamy do mąki. Miksujemy krótko końcówka z hakiem, aż do uzyskania jednolitego ciasta. Odkładamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia, na około 30 minut. Jeśli nie macie miksera z taką opcją to możecie ciasto wyrobić ręcznie na obsypanym mąką blacie. W między czasie obieramy cebulę i kroimy na pół, a następnie w paski. Podsmażamy na patelni z odrobiną oliwy. Boczek kroimy na mniejsze kawałki. Ziemniaka kroimy w plasterki.
Wyrośnięte ciasto dzielimy na dwie części. Blat obsypujemy mąką i wałkujemy okrągły placek. Smarujemy go dwoma łyżkami pesto i obsypujemy mniej więcej 1/4 ilości mozzarelli. Układamy połowę ziemniaków, cebuli i boczku. Obsypujemy ponownie 1/4  ilości sera. Z pozostałym ciastem robimy dokładnie tak samo. Powstałe pizze wstawiamy do piekarnika na 12-14 minut do temperatury 220 stopni Celsjusza.
Po wyjęciu pizze delikatnie skrapiamy łyżką pesto i opcjonalnie posypujemy rukolą. Smacznego.









czwartek, 27 lipca 2017

Kurczak w czerwonym winie według przepisu Julii Child ( Coq au vin)

Jakiś czas temu bardzo fascynowała mnie francuska kuchnia w wykonaniu Julii Child. Był czas kiedy niemalże codziennie sięgałam do jej książek by poczytać przepisy. Fascynacja tą kuchnia na jakiś okres przygasła, aby ostatnio odżyć na nowo. Wracając do jej książek postanowiłam przyrządzić potrawę, która od zawsze siedziała mi w głowie, a mianowicie kurczaka w czerwonym winie :) Efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania - istna petarda!



Ilość porcji: 4 osoby
Czas przygotowania: 30 minut + 30 minut pieczenia:
Składniki:
  • 4 nogi od kurczaka  (oryginalnie 1- 1,5 kg kurczaka w kawałkach)
  • 200g pieczarek
  • 100g kawałek boczku (oryginalnie bekonu)
  • 3 szklanki czerwonego wina
  • 1-2 szklanki bulionu wołowego
  • 4 cebule szalotki (lub 12 małych białych cebulek)
  • 2 marchewki (oryginalny przepis jej nie zawierał)
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • 1 łyżka przecieru pomidorowego
  • 2 ząbki czosnku
  • Przyprawy: świeżo mielona sól, świeżo mielony pieprz, tymianek, liść laurowy
  • Oliwa i masło do smażenia


Rozgrzewamy sporą patelnię oraz szykujemy z boku brytfankę do pieczenia. Na patelnię wrzucamy łyżkę masła oraz dwie łyżki oliwy. Stawiamy ją na ogniu, aby się nagrzała. Od boczku odcinamy skórę, a pozostałą część kroimy w kostkę. Podsmażamy na rozgrzanej patelni. W między czasie wszystkie kawałki kurczaka dokładnie myjemy, osuszamy ręcznikiem papierowym, oprószamy solą i pieprzem. Boczek przekładamy z patelni do brytfanki łyżką cedzakową pozostawiając tłuszcz na patelni. Układamy na niej kurczaka obsmażając go na złoty kolor, przekładamy do brytfanki. Marchewkę obieramy i kroimy na pół talarki, podsmażamy na patelni 2 minutki, przekładamy również do brytfanki. Cebule obieramy i uderzamy tłuczkiem, aby ją delikatnie zmiażdżyć. Układamy na kilka minut na patelni. Całość przelewamy do brytfanki.*
Do brytfanki dolewamy czerwone wino i tyle bulionu, aby zakryć mięso. Dodajemy przecier pomidorowy, zmiażdżony czosnek i zioła. Doprowadzamy do wrzenia, przykrywamy i gotujemy około pół godziny, aż mięso będzie miękkie.
Pieczarki czyścimy dokładnie z zabrudzeń, a następnie kroimy na mniejsze kawałki. Na świeżej patelni rozgrzewamy masło z olejem (po łyżce) i dodajemy grzyby. Smażymy na dużym ogniu przez 4-5 minut.
Kiedy kurczak będzie gotowy w ½ szklanki chłodnej wody rozprowadzamy mąkę. Mieszamy, aż nie będzie grudek i dodajemy kilka łyżek sosu. Ponownie mieszamy i dolewamy do brytfanki. Dorzucamy pieczarki, doprowadzamy do wrzenia i kosztujemy. Jeśli istnieje taka konieczność doprawiamy solą i pieprzem. Następnie wyłączamy i podajemy. Smacznego.

*W oryginale należy polać mięso ¼ szklanki koniaku i podpalić, następnie poruszać brytfanką kilka minut energicznie, aż płomienie zgasną.













wtorek, 25 lipca 2017

SeeBloggers 2017

Co to takiego?
W tym roku podobnie jak w poprzednim spróbowałyśmy swoich sił w kwalifikacjach na SeeBloggers:) Co to za impreza zapytacie? To zjazd dla blogerów z całej Polski (i nie tylko), gdzie można nauczyć się wiele ciekawych informacji o prowadzeniu swojej strony, danych technicznych, czy zachowania wobec hejterów (tych się jeszcze nie dorobiłyśmy, ale kto wie co będzie w
przyszłości ;P). Jak dokładnie wygląda organizacja tej zacnej imprezy opisywałyśmy dokładnie rok temu (zajrzyjcie tutaj jeśli chcecie poznać szczegóły).



No ale właściwie czemu gotować, jak można zwiedzać?
Na tegorocznej edycji festiwalu (podobnie jak na poprzedniej :)) postawiłyśmy przede wszystkim na poszerzanie naszych umiejętności kulinarnych, a więc czekało nas gotowanie, gotowanie i jeszcze raz gotowanie…. .Po co jechać 400km do Gdyni by gotować pomyślicie, przecież jest tyle fajnych rzeczy do zrobienia nad morzem: plażowanie, zwiedzanie, odpoczywanie i relaks. Owszem są i nie uciekną, a możliwość gotowanie z jednymi z najlepszych kucharzy w naszym kraju umknąć może ;)
Podczas dwóch dni konferencji udało nam się gotować z szefem Josephem Seelesto! Szef podobnie jak rok temu poprowadził prawdziwe show, na którym oprócz dobrej zabawy nauczyłyśmy się gotować kilka fajnych potraw. Pod patronatem marki Siemens przygotowywałyśmy takie cuda jak: filety wołowe z sorgo i sosem peri peri oraz Łosoś z konfiturą z guawy i kuskusem z curry (prawdziwa petarda smaku!)





Następnie wzięłyśmy udział w chyba najciekawszych, a na pewno najlepiej zorganizowanych czasowo i o przebogatej ilości informacji merytorycznych zajęciach z szefem Maciejem Majewskim. Carrefour umożliwił nam gotowanie potraw kuchni francuskiej zarówno na wytrawnie, jak i na słodko. Miałyśmy wielką przyjemność przyrządzać pstrąga z puree z selera oraz pierś z kurczaka nadziewaną jarmużem i szynką serrano z kremową polentą. Podczas tych zajęć miałyśmy okazję uczyć się jak filetowąc pstrąga. Była to bardzo cenna lekcja ( zwłaszcza dla Oli, która z racji że nie jada ryb robiła to po raz pierwszy :P). Z szefem Maciejem Majewskim miałyśmy również warszty w słodkiej odmianie, a na nich babeczki piernikowe i tarta tatin z brzoskwiniami. Oba dania zachwycały smakiem (trochę mniej kalorycznością :))






Ostatnie warsztaty były z osobą, która mnie osobiście przeraża :). Przeraża na tyle mocno, że w ogóle zastanawiałam się czy zapisywać się na nie, ale raz kozie śmierć. Zarejestrowałam się, poszłam i nie żałuje ani trochę! Ba następnego dnia udało nam się dostać (nieco ponad programowo) na następne warsztaty. Zajęcia z szefem Sebastianem Olmą (bo o nim właśnie mowa) okazały się bardzo fajnym, pouczającym doświadczeniem. Gotowaliśmy chłodnik z zielonego ogórka oraz dorsza pod pierzynką ze szpinaku. Wyniosłam sporą dawkę wiedzy i pozytywnej energii!








Po co to wszystko?
Ano po to żeby poszerzyć swoje kompetencje kulinarne (co staramy się ciągle czynić) poszerzyć swoje doświadczenie i horyzonty. Jednak nie tylko po to, by stać przy garach cały dzień wybieramy się na SeeBloggers. Jedziemy tam po solidną dawkę wiedzy merytorycznej i technicznej… Chociaż to też właściwie nie jest najważniejsze. Co w takim razie? Najważniejsi są poznani ludzie! wymiana doświadczeń, poglądów, przekazywanie sobie inspiracji i pozytywnej energii. Wzajemne wysłuchanie i zrozumienie w tym co się robi. Poznałyśmy wiele niesamowitych osób, prowadziłyśmy wiele fajnych dyskusji, dostałyśmy wielkiego pozytywnego kopa…  Jeśli do tej pory zastanawiałam się czasami czy mi się chce, to teraz już tej wątpliwości nie mam! Chce mi się podwójnie :)





Czy pojedziemy za rok? Na to pytanie chyba znacie odpowiedź.
PS. Pozdrawiam wszystkie poznane osoby, te poznane nieco lepiej i te nieco mniej!
PS2. Chciałybyśmy podziękować wszystkim, którzy zajmują się organizacją tej imprezy. Dziękujemy że Wam się nadal chce i to robicie. Wielki szacunek dla wszystkich zaangażowanych w ten projekt
(w tym również Dziewczynom dzielnie zmywającym nasze gary oraz Panom sprzątającym :))





Printfriendly